List do Wolfganga Kurza
List do Wolfganga Kurza
Jeden z wielce szanownych moich adwersarzy ukryty pod znamiennym nickiem Wolfgang Kurz atakuje mnie za to, że mur berliński z jednej strony był szary a z drugiej strony bajecznie kolorowy. Ma także do mnie pretensję, że symbolem Niemiec jest dom dwurodzinny czyli tzw bliźniak, którego jedna część stanowi sypiącą się część, a druga jest wręcz elitarnym domkiem. Onże Wolfgang Kurz jak gdyby a priori pod swoim tekstem wyjaśnia przyczynę takiego stanu rzeczy. Zawiera się ona w poniższym jego zawołaniu:"Nie daj Boże z Iwana pana a z dziada gospodarza".Transkrypcja jest oryginalna i w zasadzie wyjaśnia wszystko.
Ziemie Odzyskane, których rzecz dotyczy w znacznym odsetku zostały zasiedlone mieszkańcami ościennych województw, repatriantami z dawnych Kresów Wschodnich, autochtonami, ludnością deportowaną z Bieszczad w ramach przeprowadzanej tam antybandyckiej i antybanderowskiej akcji "Wisła" oraz żołnierzami zdemobilizowanymi z polskich jednostek wojskowych po zakończeniu II WS. Wskutek tego w tym tyglu socjologicznym wytopiła się nowa jakość socjologiczna. Charakteryzowała się ona zadowoleniem z zakończonej krwawej wojny rozpętanej przez hitleryzm. Ludzie cieszyli się, że mieli domy, pracę i pokój.
Oczywiście dla wielu z nich na dnie duszy pozostał osad tragicznych ofiar poniesionych przez własne rodziny z rąk hitlerowskich siepaczy i ukraińskch bandytów spod znaku tryzuba. Pozostała w nich także także gorycz opuszczenia rodzinnych stron wymuszona najczęściej strachem przed antypolskimi poczynaniami bojówek Stefana Bandery współpracujących z SS_Galizien. W swoich snach powracają oni do tamtych niezatartych wrażeń odświeżając wspomnienia pięknej młodości ale także upiory krwawej przeszłości i wyrządzonych im krzywd.
PRL w dostępny jej sposób starała się dokonać jak najszybciej adaptacji tych ludzi do nowych warunków zabezpieczając im spokój i pokój oraz bezpieczeństwo egzystencji, na miarę warunków jakimi dysponowała zniszczona wojną Polska. Oczywiście nie zapominajmy, że w tej masie ludzkiej znajdowały się osoby z przeszłością OUN-UPA, Band Łupaszki,Ognia oraz innych zdemoralizowanych wojną elementów ludzkich, które nigdy nie były zadowolone z tego, że to lud w Polsce przejął władzę.
W ich czarnych duszach cały czas tlił się płomyk nienawiści do tego co ludowe, przaśne i swojskie. W marzeniach balowali oni na Riwierze trwoniąc wysiłek pracy ludzi związanych z Polską. Oni nigdy nie czuli się Polakami i patriotami. Zawsze był im bliższy Zachód niż swoja Ojczyzna.
Kiedy solidarny czas nastał powstali na cztery łapki i pokazali na co ich stać. Przepili i przełajdaczyli Polskę oddając ją w obce ręce. Życie dopiero post factum nauczyło ich, że dominacja Zachodu jest znacznie gorsza od rosyjskiej.
Obecnie na ziemiach pod polskim zarządem kultywują niemieckie święta i tradycje nie mające nic wspólnego z polskością. Dla nich Ziemie Odzyskane są ziemiami niemieckimi zniewolonymi przez sowietów. Nie może tam być żadnej mowy o wyzwoleniu, co najwyżej o zdobyciu. To antypolskie i kosmopolityczne towarzystwo jest zupełnie wyprane ze słowiańszczyzny i polskości. Dla nich słowo patriotyzm jest wstydliwym i politycznie niebezpiecznym, ponieważ umacnia ono mechanizmy obronne Polaków przed wywłaszczaniem i wynarodowianiem.
Problem stał się do tego stopnia ważkim, że odważył się go poruszyć sam Pan Prezydent. Uznał on, co prawda na kanwie walki politycznej między szeryfami i kowbojami, że czas nastał by powrócić do pojęcia patriotyzmu zweryfikowanego pod potrzeby walki burżuazyjnej z własnym narodem. I w ten oto sposób ożywia się ciągle upiory przeszłości wzniecone przez "Solidarność". Ruch ten skonsolidował nie tylko wartościowy element ludzki wyprowadzony w pole, ale także ożywił wiele mętów społecznych pobudzonych chęcią "dowalenia" dyscyplinującej komunie.
Wszystko to odbywało się pod auspicjami KK, zachodnich ośrodków antykomunistycznych zainteresowanych pozyskaniem nowych rynków zbytu oraz polskich władz w końcowym etapie konfliktu władza-solidarność. Bez aprobaty najwyższych czynników komunistycznych tej "pierestrojki" dokonać nie można było. Istniała co prawda alternatywa "po trupach do władzy" lecz tego rozwiązania najbardziej obawiali się czerwoni, a "Solidarność" coraz bardziej dążyła do samobójczego zwarcia, nieświadoma tego, że Zchód palcem nie kiwnie w jej sprawie obawiając się wywołania światowego konfliktu z Rosją i utratą dotychczas posiadanych stref wpływu.
To co się stało obecnie jest niczym innym aniżeli rosyjskim podrzuceniem Zachodowi swego rodzaju konia Trojańskiego. Spowodowało to drgawki i konwulsje amerykańskiego giganta, który zadławił się zbyt dużym połciem słoniny. Już dzisiaj wiadomo, że z tej pozornie zwycięskiej potyczki USA wyjdą ewidentnie osłabione. Bowiem amerykański model monocentrycznego panowania rozpada się wraz z ideą globalizmu i rysują się realne przesłanki stworzenia świata policentrycznego, co jakby nie patrzeć jest ideą bardziej demokratyczną aniżeli amerykańskie wydziwiania.
Na tym tle rysuje się ciągle pytanie o kształt ostateczny Polski w tym ewoluujacym świecie. Walka ta przebiega nie tylko na linii potentatów politycznych ale rozgrywa sie również w sferze malutkich podmiocików politycznych jakimi jesteśmy my. Oczywiście każdy z nas na miarę swego postrzegania politycznego, posiadania wiedzy merytorycznej i doświadczeń buduje odpowiadające mu hipotezy polityczne.
Inaczej rozwiązanie tych problemów będzie widział obywatel amerykański, rosyjski i polski. Co innego będzie mówił Franek z Pacanowa, a co innego powie Bagsik w Izraelu. Inaczej te sprawy dostrzeże Gudzowaty i Wajchert z Walterem. Inne wizje będzie także roztaczał Wolfgang Kurz, gdzie miłość niemiecko-ukraińska splata mu się w jedno. I w zasadzie musimy się godzić na te wszyskie różnorodności łącznie z moją uniwersalną krytyką ozdrowieńczą kapitalizmu.
Dylemat jest tylko jeden, że Polska jest jedna a zbawców wielu. Wydaje sie, że w tej złożonej sytuacji gadać sobie możemy co chcemy, obyśmy najjaśniejszej szkód wymierzalnych i namacalnych nie wyrządzali. I tutaj wydaje się być nieprzekraczalna granica.
Dlatego z pewnym przymrużeniem oka traktuję argumentację i wywody Wolfganga Kurza traktujące o wyższości zachodniego świata. W wolnym tłumaczeniu mam prawo przyjąć interpretację jego nicka jako "krótkie, wilcze, skradanie się". Zgodnie z tą metodologią zdaje się on mieć intencje potraktowania naszych polskich spraw w niezbyt narodowym interesie.
Powiem wprost, dla mnie symbolem zachodniego świata jest agresja w każdej dostępnej postaci. Mówią o tym dziesiątki agresji militarnych USA po II WS. Zaś używanie argumentu o kolorowości muru berlińskiego po zachodniej stronie jest przejawem tendencyjności propagandowej i politycznego infantylizmu. Ze względów merytorycznych jest mi najzupełniej obojętnym czy miałbym zginąć z ręki marines lub rosyjskiego sołdata pod brzydką czy pod piękną stroną muru. A jaką różnicę sprawia Talibowi, który ginął od rosyjskiej kuli czy obecnie od amerykańskiej".Ganz egal.
Napawa mnie obrzydzeniem kiedy spotykam ludzi epatujących nas bzdurami w rodzaju, która strona tego samego muru jest piękniejsza, kiedy po jej ponoć pięknej stronie mamy bardzo brzydkie zjawiska społeczne w rodzaju braku ubezpieczeń społecznych umierając na HIV a ostatnio nawet na na grypę świńską rodem z niebiańskiej Kalifornii, gdzie dokucza bezrobocie, bezdomność, ogromna przestepczość i wiele innych plag społecznych. W tym towarzystwie na zaszczytnych czołowych miejscach zaczyna się plasować nasza ojczyzna po bohaterskim zrywie solidarnych.
Ludzie ci stanowiący w istocie rzeczy margines społeczny zauważając mury i dziury tam gdzie chcą je spostrzec. Jeśli znajdują je u przeciwnika politycznego to stanowią one mankament a jeśli widzą je u swego idola politycznego to są one wzorem demokracji. Jest to swoista bałwokracja. Im nie przeszkadza mur amerykański czy izraelski im przeszkadzał mur berliński, ponieważ przeszkadzał on Ameryce.
Kurzom jest trudno zrozumieć, że w każdym społeczeństwie znajduje się margines i na jego podstawie budowanie uogólnień jest nieporozumieniem.
Każdy naród ma własne chroniące go prawne rozstrzygnięcia, zabezpieczenia i mury, nie wykluczając USA i Izraela.
Gdyby Polska posiadała własny ogromny mur nad Odrą i Nysą zapewne nie doszłoby do ponad dwustumiliardowego zadłużenia Polski wyrażanego w dolarach, nie mielibyśmy wielomilionowej emigracji i ogromu nędzy przy jednoczesnnych enklawach nienaturalnego bogactwa.
Tak jak Niemcy są jednym z głównych sponsorów i beneficjentów owych zmian tak Polska jest jednym z zasadniczych przegranych tych tzw. przakształceń, o czym łaskawie sam Pan Prezydent był uprzejmy nadmienić.
Wolfganga Kurza bardzo razi sowiecki "przymus" przy jednoczesnym nie zauważaniu go ze strony Niemiec hitlerowskich, co mnie bardzo zaskakuje przy tak wybiórczym podejściu. Warto pamiętać, że gdyby nie ten rosyjski "przymus" opłacony półmilionem ofiar rosyjskich sołdatów na polskiej ziemi, to wielu Polakow wyleciałoby na wolność kominami Auschwitz-Birkenau. Stąd jest mi znacznie bliższy ten radziecki "przymus" aniżeli niemieckie "Arbeit macht frei".
Tak jak Niemcy są jednym z głównych sponsorów i konsumentów naszych zmian tak Polska jest jednym z zasadniczych przegranych tych tzw.przakształceń, o czym łaskawie sam Pan Prezydent wspomina. Istotą tych przekształceń było stworzenie z Niemiec antykomunistycznej bariery w Europie.
I nie polską decyzją jest znalezienie się po tej lub innej stronie barykady.
Tę decyzję podjęły ówczesne mocarstwa, które bez Rosji nie mogły tej wojny wygrać.
To też one na dobrą sprawę ciągle decydowały o losie i pozycji Polski w Europie niezależnie od woli Polaków.
Także ruch "Solidarność" nie był oddolnym i spontanicznym zrywem lecz akcją kierowaną centralnie i finansowaną w ogromnej mierze przez Niemiecki rząd i Watykan a konkretnie Jana Pawła II. Efektem tej ruchawki była chęć oderwania Polski od ZSRR. I udało się to uczynić, dzięki skutecznej pomocy Jaruzelskiego.
Nawet w wytryskach dochodząca do 10 milionów członków "Solidarność " stanowiła zaledwie 25 % populacji Polaków i nie było tutaj żadnych demokratycznych przesłanek dla ulegania naciskom zrewoltowanych i głupawych warchołów, którzy doprowadzili Polskę na skraj nędzy i upadku.
Rezultatem tych antypolskich poczynań intelektualnych, Kurzów jest ponad dwustu miliardowe zadłużenie Polski, wielomilionowe bezrobocie, wielomilionowa emigracja oraz ewidentna i dokuczliwa bieda połowy populacji Polaków. Ten ohydny stan rzeczy zaczyna podzielać nawet sam Wałęsa.
Nie rozumienie tego co się stało stanowi o krótkowzroczności politycznej, głupocie politycznej lub zdradzie polskiej racji stanu,albo i o wszystkich elementach łącznie.
Problem nie polega więc na przekształceniach ale na cenie jaką przyszło za nie zapłacić.
Po prostu okazało się dzisiaj, a będzie ten problem coraz bardziej się pogłębiał, że nie warta była skóra za wyprawkę. Solidnie tę solidarną skórę Zachód wygarbował i nader skutecznie z powodu jej indolencji oraz dziecięcej naiwności. Dlatego właśnie durniów nie wolno dopuszczać do władzy.
Opowiadanie w tej sytuacji andronów o kolorowych murach świadczy o intelektualnej zapaści tych ludzi, którzy predestynowani są co najwyżej do roli sołtysów.
Brak jest tutaj kompleksowego i komplementarnego spojrzenia na losy Polski i rezultaty ekonomiczne uzyskiwane przez nasz kraj wskutek błędnych decyzji politycznych.
Polska jest wielkim zbiorowym obowiązkiem i powierzanie go ludziom niekompetentnym jest zdradą polskiej racji stanu.
A polską racją stanu jest los większości Polaków a nie złodziejskich grupek marginalnych uważających się za elity. Utożsamianie się z ich emocjami i wdrażanie ich polityki jest wyzuwaniem suwerena z jego naturalnych praw ludzkich i boskich, kosztem zakłamanej i oszukańczej "świętej własności prywatnej" , która jest zwykłą wydumką marginesu społecznego zainteresowanego okradaniem większości społeczeństwa.
Warto jest o tym wszystkim pamiętać kiedy zaczyna się opowiadać kolorowe bajki na szkle malowane.
PS
Moje tzw."najeżdżanie" na solidarnych, co stoi w kością w gardle mego polemisty, jak to był on uprzejmy inteligentnie zauważyć jest niczym innym jak korzystaniem z konstytucyjnych uprawnień do krytyki mającej na celu eliminowanie występujących nieprawidłowości. Za co nie oczekuję odznaczeń ,listów pochwalnych i premii. Natomiast widziałbym chętnie zwiększone rzesze u spowiedzi tych solidarnych gałganów, posypujących sobie popiołem podgolone czerepy rubaszne.
Jak się nie ma nic do powiedzenia, a tym bardziej do zrobienia pro publico bono, to najlepiej jest wygłaszać bogobojne akty strzeliste. Pomóc nie pomogą ale przynajmniej nie zaszkodzą.
_________________
Łaskotanie prawicy
Jeden z wielce szanownych moich adwersarzy ukryty pod znamiennym nickiem Wolfgang Kurz atakuje mnie za to, że mur berliński z jednej strony był szary a z drugiej strony bajecznie kolorowy. Ma także do mnie pretensję, że symbolem Niemiec jest dom dwurodzinny czyli tzw bliźniak, którego jedna część stanowi sypiącą się część, a druga jest wręcz elitarnym domkiem. Onże Wolfgang Kurz jak gdyby a priori pod swoim tekstem wyjaśnia przyczynę takiego stanu rzeczy. Zawiera się ona w poniższym jego zawołaniu:"Nie daj Boże z Iwana pana a z dziada gospodarza".Transkrypcja jest oryginalna i w zasadzie wyjaśnia wszystko.
Ziemie Odzyskane, których rzecz dotyczy w znacznym odsetku zostały zasiedlone mieszkańcami ościennych województw, repatriantami z dawnych Kresów Wschodnich, autochtonami, ludnością deportowaną z Bieszczad w ramach przeprowadzanej tam antybandyckiej i antybanderowskiej akcji "Wisła" oraz żołnierzami zdemobilizowanymi z polskich jednostek wojskowych po zakończeniu II WS. Wskutek tego w tym tyglu socjologicznym wytopiła się nowa jakość socjologiczna. Charakteryzowała się ona zadowoleniem z zakończonej krwawej wojny rozpętanej przez hitleryzm. Ludzie cieszyli się, że mieli domy, pracę i pokój.
Oczywiście dla wielu z nich na dnie duszy pozostał osad tragicznych ofiar poniesionych przez własne rodziny z rąk hitlerowskich siepaczy i ukraińskch bandytów spod znaku tryzuba. Pozostała w nich także także gorycz opuszczenia rodzinnych stron wymuszona najczęściej strachem przed antypolskimi poczynaniami bojówek Stefana Bandery współpracujących z SS_Galizien. W swoich snach powracają oni do tamtych niezatartych wrażeń odświeżając wspomnienia pięknej młodości ale także upiory krwawej przeszłości i wyrządzonych im krzywd.
PRL w dostępny jej sposób starała się dokonać jak najszybciej adaptacji tych ludzi do nowych warunków zabezpieczając im spokój i pokój oraz bezpieczeństwo egzystencji, na miarę warunków jakimi dysponowała zniszczona wojną Polska. Oczywiście nie zapominajmy, że w tej masie ludzkiej znajdowały się osoby z przeszłością OUN-UPA, Band Łupaszki,Ognia oraz innych zdemoralizowanych wojną elementów ludzkich, które nigdy nie były zadowolone z tego, że to lud w Polsce przejął władzę.
W ich czarnych duszach cały czas tlił się płomyk nienawiści do tego co ludowe, przaśne i swojskie. W marzeniach balowali oni na Riwierze trwoniąc wysiłek pracy ludzi związanych z Polską. Oni nigdy nie czuli się Polakami i patriotami. Zawsze był im bliższy Zachód niż swoja Ojczyzna.
Kiedy solidarny czas nastał powstali na cztery łapki i pokazali na co ich stać. Przepili i przełajdaczyli Polskę oddając ją w obce ręce. Życie dopiero post factum nauczyło ich, że dominacja Zachodu jest znacznie gorsza od rosyjskiej.
Obecnie na ziemiach pod polskim zarządem kultywują niemieckie święta i tradycje nie mające nic wspólnego z polskością. Dla nich Ziemie Odzyskane są ziemiami niemieckimi zniewolonymi przez sowietów. Nie może tam być żadnej mowy o wyzwoleniu, co najwyżej o zdobyciu. To antypolskie i kosmopolityczne towarzystwo jest zupełnie wyprane ze słowiańszczyzny i polskości. Dla nich słowo patriotyzm jest wstydliwym i politycznie niebezpiecznym, ponieważ umacnia ono mechanizmy obronne Polaków przed wywłaszczaniem i wynarodowianiem.
Problem stał się do tego stopnia ważkim, że odważył się go poruszyć sam Pan Prezydent. Uznał on, co prawda na kanwie walki politycznej między szeryfami i kowbojami, że czas nastał by powrócić do pojęcia patriotyzmu zweryfikowanego pod potrzeby walki burżuazyjnej z własnym narodem. I w ten oto sposób ożywia się ciągle upiory przeszłości wzniecone przez "Solidarność". Ruch ten skonsolidował nie tylko wartościowy element ludzki wyprowadzony w pole, ale także ożywił wiele mętów społecznych pobudzonych chęcią "dowalenia" dyscyplinującej komunie.
Wszystko to odbywało się pod auspicjami KK, zachodnich ośrodków antykomunistycznych zainteresowanych pozyskaniem nowych rynków zbytu oraz polskich władz w końcowym etapie konfliktu władza-solidarność. Bez aprobaty najwyższych czynników komunistycznych tej "pierestrojki" dokonać nie można było. Istniała co prawda alternatywa "po trupach do władzy" lecz tego rozwiązania najbardziej obawiali się czerwoni, a "Solidarność" coraz bardziej dążyła do samobójczego zwarcia, nieświadoma tego, że Zchód palcem nie kiwnie w jej sprawie obawiając się wywołania światowego konfliktu z Rosją i utratą dotychczas posiadanych stref wpływu.
To co się stało obecnie jest niczym innym aniżeli rosyjskim podrzuceniem Zachodowi swego rodzaju konia Trojańskiego. Spowodowało to drgawki i konwulsje amerykańskiego giganta, który zadławił się zbyt dużym połciem słoniny. Już dzisiaj wiadomo, że z tej pozornie zwycięskiej potyczki USA wyjdą ewidentnie osłabione. Bowiem amerykański model monocentrycznego panowania rozpada się wraz z ideą globalizmu i rysują się realne przesłanki stworzenia świata policentrycznego, co jakby nie patrzeć jest ideą bardziej demokratyczną aniżeli amerykańskie wydziwiania.
Na tym tle rysuje się ciągle pytanie o kształt ostateczny Polski w tym ewoluujacym świecie. Walka ta przebiega nie tylko na linii potentatów politycznych ale rozgrywa sie również w sferze malutkich podmiocików politycznych jakimi jesteśmy my. Oczywiście każdy z nas na miarę swego postrzegania politycznego, posiadania wiedzy merytorycznej i doświadczeń buduje odpowiadające mu hipotezy polityczne.
Inaczej rozwiązanie tych problemów będzie widział obywatel amerykański, rosyjski i polski. Co innego będzie mówił Franek z Pacanowa, a co innego powie Bagsik w Izraelu. Inaczej te sprawy dostrzeże Gudzowaty i Wajchert z Walterem. Inne wizje będzie także roztaczał Wolfgang Kurz, gdzie miłość niemiecko-ukraińska splata mu się w jedno. I w zasadzie musimy się godzić na te wszyskie różnorodności łącznie z moją uniwersalną krytyką ozdrowieńczą kapitalizmu.
Dylemat jest tylko jeden, że Polska jest jedna a zbawców wielu. Wydaje sie, że w tej złożonej sytuacji gadać sobie możemy co chcemy, obyśmy najjaśniejszej szkód wymierzalnych i namacalnych nie wyrządzali. I tutaj wydaje się być nieprzekraczalna granica.
Dlatego z pewnym przymrużeniem oka traktuję argumentację i wywody Wolfganga Kurza traktujące o wyższości zachodniego świata. W wolnym tłumaczeniu mam prawo przyjąć interpretację jego nicka jako "krótkie, wilcze, skradanie się". Zgodnie z tą metodologią zdaje się on mieć intencje potraktowania naszych polskich spraw w niezbyt narodowym interesie.
Powiem wprost, dla mnie symbolem zachodniego świata jest agresja w każdej dostępnej postaci. Mówią o tym dziesiątki agresji militarnych USA po II WS. Zaś używanie argumentu o kolorowości muru berlińskiego po zachodniej stronie jest przejawem tendencyjności propagandowej i politycznego infantylizmu. Ze względów merytorycznych jest mi najzupełniej obojętnym czy miałbym zginąć z ręki marines lub rosyjskiego sołdata pod brzydką czy pod piękną stroną muru. A jaką różnicę sprawia Talibowi, który ginął od rosyjskiej kuli czy obecnie od amerykańskiej".Ganz egal.
Napawa mnie obrzydzeniem kiedy spotykam ludzi epatujących nas bzdurami w rodzaju, która strona tego samego muru jest piękniejsza, kiedy po jej ponoć pięknej stronie mamy bardzo brzydkie zjawiska społeczne w rodzaju braku ubezpieczeń społecznych umierając na HIV a ostatnio nawet na na grypę świńską rodem z niebiańskiej Kalifornii, gdzie dokucza bezrobocie, bezdomność, ogromna przestepczość i wiele innych plag społecznych. W tym towarzystwie na zaszczytnych czołowych miejscach zaczyna się plasować nasza ojczyzna po bohaterskim zrywie solidarnych.
Ludzie ci stanowiący w istocie rzeczy margines społeczny zauważając mury i dziury tam gdzie chcą je spostrzec. Jeśli znajdują je u przeciwnika politycznego to stanowią one mankament a jeśli widzą je u swego idola politycznego to są one wzorem demokracji. Jest to swoista bałwokracja. Im nie przeszkadza mur amerykański czy izraelski im przeszkadzał mur berliński, ponieważ przeszkadzał on Ameryce.
Kurzom jest trudno zrozumieć, że w każdym społeczeństwie znajduje się margines i na jego podstawie budowanie uogólnień jest nieporozumieniem.
Każdy naród ma własne chroniące go prawne rozstrzygnięcia, zabezpieczenia i mury, nie wykluczając USA i Izraela.
Gdyby Polska posiadała własny ogromny mur nad Odrą i Nysą zapewne nie doszłoby do ponad dwustumiliardowego zadłużenia Polski wyrażanego w dolarach, nie mielibyśmy wielomilionowej emigracji i ogromu nędzy przy jednoczesnnych enklawach nienaturalnego bogactwa.
Tak jak Niemcy są jednym z głównych sponsorów i beneficjentów owych zmian tak Polska jest jednym z zasadniczych przegranych tych tzw. przakształceń, o czym łaskawie sam Pan Prezydent był uprzejmy nadmienić.
Wolfganga Kurza bardzo razi sowiecki "przymus" przy jednoczesnym nie zauważaniu go ze strony Niemiec hitlerowskich, co mnie bardzo zaskakuje przy tak wybiórczym podejściu. Warto pamiętać, że gdyby nie ten rosyjski "przymus" opłacony półmilionem ofiar rosyjskich sołdatów na polskiej ziemi, to wielu Polakow wyleciałoby na wolność kominami Auschwitz-Birkenau. Stąd jest mi znacznie bliższy ten radziecki "przymus" aniżeli niemieckie "Arbeit macht frei".
Tak jak Niemcy są jednym z głównych sponsorów i konsumentów naszych zmian tak Polska jest jednym z zasadniczych przegranych tych tzw.przakształceń, o czym łaskawie sam Pan Prezydent wspomina. Istotą tych przekształceń było stworzenie z Niemiec antykomunistycznej bariery w Europie.
I nie polską decyzją jest znalezienie się po tej lub innej stronie barykady.
Tę decyzję podjęły ówczesne mocarstwa, które bez Rosji nie mogły tej wojny wygrać.
To też one na dobrą sprawę ciągle decydowały o losie i pozycji Polski w Europie niezależnie od woli Polaków.
Także ruch "Solidarność" nie był oddolnym i spontanicznym zrywem lecz akcją kierowaną centralnie i finansowaną w ogromnej mierze przez Niemiecki rząd i Watykan a konkretnie Jana Pawła II. Efektem tej ruchawki była chęć oderwania Polski od ZSRR. I udało się to uczynić, dzięki skutecznej pomocy Jaruzelskiego.
Nawet w wytryskach dochodząca do 10 milionów członków "Solidarność " stanowiła zaledwie 25 % populacji Polaków i nie było tutaj żadnych demokratycznych przesłanek dla ulegania naciskom zrewoltowanych i głupawych warchołów, którzy doprowadzili Polskę na skraj nędzy i upadku.
Rezultatem tych antypolskich poczynań intelektualnych, Kurzów jest ponad dwustu miliardowe zadłużenie Polski, wielomilionowe bezrobocie, wielomilionowa emigracja oraz ewidentna i dokuczliwa bieda połowy populacji Polaków. Ten ohydny stan rzeczy zaczyna podzielać nawet sam Wałęsa.
Nie rozumienie tego co się stało stanowi o krótkowzroczności politycznej, głupocie politycznej lub zdradzie polskiej racji stanu,albo i o wszystkich elementach łącznie.
Problem nie polega więc na przekształceniach ale na cenie jaką przyszło za nie zapłacić.
Po prostu okazało się dzisiaj, a będzie ten problem coraz bardziej się pogłębiał, że nie warta była skóra za wyprawkę. Solidnie tę solidarną skórę Zachód wygarbował i nader skutecznie z powodu jej indolencji oraz dziecięcej naiwności. Dlatego właśnie durniów nie wolno dopuszczać do władzy.
Opowiadanie w tej sytuacji andronów o kolorowych murach świadczy o intelektualnej zapaści tych ludzi, którzy predestynowani są co najwyżej do roli sołtysów.
Brak jest tutaj kompleksowego i komplementarnego spojrzenia na losy Polski i rezultaty ekonomiczne uzyskiwane przez nasz kraj wskutek błędnych decyzji politycznych.
Polska jest wielkim zbiorowym obowiązkiem i powierzanie go ludziom niekompetentnym jest zdradą polskiej racji stanu.
A polską racją stanu jest los większości Polaków a nie złodziejskich grupek marginalnych uważających się za elity. Utożsamianie się z ich emocjami i wdrażanie ich polityki jest wyzuwaniem suwerena z jego naturalnych praw ludzkich i boskich, kosztem zakłamanej i oszukańczej "świętej własności prywatnej" , która jest zwykłą wydumką marginesu społecznego zainteresowanego okradaniem większości społeczeństwa.
Warto jest o tym wszystkim pamiętać kiedy zaczyna się opowiadać kolorowe bajki na szkle malowane.
PS
Moje tzw."najeżdżanie" na solidarnych, co stoi w kością w gardle mego polemisty, jak to był on uprzejmy inteligentnie zauważyć jest niczym innym jak korzystaniem z konstytucyjnych uprawnień do krytyki mającej na celu eliminowanie występujących nieprawidłowości. Za co nie oczekuję odznaczeń ,listów pochwalnych i premii. Natomiast widziałbym chętnie zwiększone rzesze u spowiedzi tych solidarnych gałganów, posypujących sobie popiołem podgolone czerepy rubaszne.
Jak się nie ma nic do powiedzenia, a tym bardziej do zrobienia pro publico bono, to najlepiej jest wygłaszać bogobojne akty strzeliste. Pomóc nie pomogą ale przynajmniej nie zaszkodzą.
_________________
Łaskotanie prawicy


Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna